Takiej frekwencji może pozazdrościć niejedna scena w Polsce. Tłumy
odwiedziły wczoraj i odwiedzają dziś Teatr im. Norwida. Wszystko za
sprawą warszawskiej "Rampy", która pokazuje czterokrotnie sztukę
"Klimakterium i już" [na zdjęciu].
«Aktorki nie muszą się wcielać w
postacie w wieku menopauzalnym, bo nimi są w rzeczywistości. Sztuka
jest ilustracją problemów każdej z pań. Bohaterki "Klimakterium i...
już" starają się wyjść ku przeciwnościom losu z potężną dawką dobrego
humoru, co - sądząc po rekordach popularności wśród widzów - udaje się
znakomicie. Zespół "Rampy" wystąpi jeszcze dziś o godz. 20.
Nie zabrakło przy tym rodzimego
akcentu. Młodzież z warsztatów "Teatr i szkoła" - przebrana w
wiktoriańskie kostiumy - zachęcała przed budynkiem "Teatru im. Norwida"
do obejrzenia przygotowywanej właśnie przez zespół jeleniogórski sztuki
familijnej "Scrooge. Opowieść wigilijna", opartej na prozie Dickensa.
Sztukę, której premierę zapowiedziano na 6 XII, reżyseruje Henryk
Adamek.»
"Bardzo tłoczno w Teatrze im. Norwida" TAEJO www.jelonka.com/23.10 Link do źródła
24-11-2009
Elżbieta Jodłowska - "Klimakterium ... i już"
(coś między kabaretem, musicalem a farsą)
Bohaterkami
musicalu są cztery kobiety w wieku "menopauzalnym". Wszystkie mają
problemy, z którymi muszą się uporać. Pragniemy pokazać, że
klimakterium jest wpisane w życie kobiety - mają je bohaterki
występujące na scenie, ale także kobiety siedzące na widowni - miały,
mają albo będą je miały. Jest to czas dla kobiety trudny, co wcale nie
znaczy, ze beznadziejny. Ważna jest świadomość wspólnoty pewnych
doświadczeń - kobiety siedzące na widowni dowiadują się, że ich
dolegliwości nie są czymś wyjątkowym. Mimo iż menopauza dotyczy
wszystkich kobiet, jest to temat wstydliwy, a co za tym idzie -
starannie pomijany.
Poprzez spektakl pragniemy zilustrować, w
sposób zrozumiały, przystępny i humorystyczny, jak rożnymi sposobami
można sobie z tym radzić. Jedne bohaterki chcą się poddać zastępczej
terapii hormonalnej , inne boją się jej i wybierają ziołolecznictwo,
jeszcze inne idą w kierunku jogi lub ćwiczeń gimnastycznych.
Sztuka
ma pokazywać owe różne zachowania, zawsze jednak w sposób humorystyczny
- tym bardziej, że sam humor jest doskonałym lekarstwem (bez skutków
ubocznych). Śmiejąc się łatwiej znosimy przeciwności losu.
Aktorki
nie boją się śmieszności, nie wstydzą się grać postaci w wieku średnim
i starszym. To znane postacie medialne, potrafiące rozbawić i wzruszyć
publiczność. Pokazują, że można być czynną i twórczą kobietą, bawić się
i tańczyć do późnego wieku. Nikt, tak jak druga kobieta nie zrozumie
cierpień, których doświadcza się w tym czasie. Stąd popularne "babskie"
spotkania na których można porozmawiać na "wstydliwe" tematy, o których
trudno rozmawiać z mężem czy dziećmi. Myślę, że problemy czasu
klimakterium najlepiej charakteryzuje początkowy tekst, który kobiety
"rapują" na początku przedstawienia.
Spektakl ma za zadanie
pokazać że każda kobieta ma na to wszystko swój dobry sposób.
Najważniejsze by ten temat przestał być tematem tabu, by móc o tym
rozmawiać. Ważne tematy nie muszą być przedstawione poważnie, dlatego
tak ważny jest w spektaklu humor.
Diario de una ninfómana (AKA Diary of a Nymphomaniac / Diary of a Sex Addict) (2008)
Przewrotna wariacja wokół motywów znanych chociażby z "Piękności dnia".
Seks jako droga do wyzwolenia, a finalnie i miłości ma tu być,
skutecznym zresztą, wabikiem na widza. Jednak skandal towarzyszący
filmowi, w żadnym wypadku nie wyczerpuje sensów tego zmysłowego filmu.
Valerie Tasso
była wykształconą, świetnie radzącą sobie w życiu przedstawicielką
klasy średniej, która pewnego dnia stwierdziła, że pieniądze można
zarabiać w mniej stresujący i bardziej przyjemny sposób, więc rzuciła
pracę i została na pół roku luksusową prostytutką. O swoim bogatym
życiu z tego okresu napisała książkę, która jest w zasadzie jednym
wielkim monologiem wyzwalającej się z ograniczeń kobiecej osobowości.
Seks jet tu jedynie środkiem do celu, a nie tematem, co nie
przeszkodziło wywołać książce skandalu. Podobny los spotkał jej
ekranizację, jednak rozczaruje ona wszystkich, którzy po filmie
spodziewają się powtórki z własnych młodzieńczych mokrych nocy. To
bardziej portret osobowości niż seksualnego obiektu. A sięgając po
terminologię genderową, można by rzec, że bohaterka funkcjonuje tu
poza horyzontem męskiego spojrzenia.
Ekranizacja bestsellerowej powieści jednego z najbardziej uwielbianych pisarzy naszych czasów Paulo Coelho, autora takich książek jak „Alchemik”, „Podręcznik wojownika światła”, „Brida”, „Jedenaście minut”.
Wydawać
się by mogło, iż dwudziestoośmioletnia Weronika Deklava ma w życiu
wszystko: urodę, dobrze płatną pracę i piękne mieszkanie w Nowym Jorku.
Brakuje jej jednak najważniejszego: sensu życia. Dlatego pewnego
wieczora, Weronika postanawia umrzeć. Dwa tygodnie później budzi się w
szpitalu ze śpiączki. Okazuje się, że lekarzom udało się ją uratować po
próbie samobójczej. Jednak serce Weroniki doznało nieodwracalnego
uszczerbku i wkrótce przestanie bić. Mając przed sobą niewiele czasu,
Weronika zaczyna patrzeć na świat jak nigdy wcześniej. Zmienia
otaczający ją świat oraz siebie.
[opis dystrybutora kino]
Długo oczekiwana ekranizacja kultowej powieści Paula Coelho. Weronika (Sarah Michelle Gellar)
jest młodą kobietą, która z pozoru wiedzie idealne życie. Jednak w jej
własnych oczach wydaję się ono mdłe i wsystarcza to, by Weronika
postanawiła się zabić. Kiedy odzyskuje przytomność w szpitalu
psychiatrycznym, lekarze oznajmiają jej, że zostało jej zaledwie kilka
dni życia. Paradoksalnie ta wiadomość budzi w niej głód poznania, wolę
istnienia oraz emocje, jakich nigdy wcześniej nie doznała. Dzięki niej
Weronika poznaje smak wolności.
Teatralna wersja “Goło i wesoło”, podobnie jak w filmie “The Full Monty” (Oskar
1997), opowiada historię kilku bezrobotnych, którzy będąc zupełnie bez
kasy, bez perspektyw wpadają na pomysł, aby założyć grupę striptizerów.
I tutaj podobieństwa się kończą. W naszym przedstawieniu akcja dzieje
się w Polsce, w Tomaszowie Mazowieckim, a bohaterowie to nasi
potencjalni sąsiedzi i znajomi.
Najpierw
oglądamy jak w magazynie tomaszowscy bezrobotni próbują rozbierać się
(w sensie występować) w swoim gronie, potem oglądamy przesłuchanie w
klubie “Eden” (przerobione na knajpę, jedyne kino w Tomaszowie), przed
Bernardem właścicielem klubu. Wypada ono fatalnie. Następny jest występ
przed tomaszowską publicznością, który wypada jeszcze gorzej.
“Kierownik” naszych striptizerów wynajmuje byłą tancerkę Wandę, aby ich
podszkoliła. Jesteśmy świadkami komicznych prób “baletowych”, na
których Wanda uczy ich podstaw profesjonalnego striptizu.
Przedstawienie kończy spektakularny finał, oglądamy “Napalonych
Nosorożców”, którzy na scenie przed publicznością rozbierają się z taką
swobodą, jakby robili to od urodzenia. A piękniejsza część widowni
zadaje sobie pytanie “Ile dzisiaj zdejmą z siebie?!”...
Obsada:
Dorota Deląg (Wanda)
Henryk Gołębiewski (Żmuda)
Mirosław Zbrojewicz (Góra)
Tomasz Sapryk (Bugi)
Radosław Pazura (Gustaw)
Andrzej Andrzejewski (Norbert)
Paweł Królikowski (Kierownik)
Jacek Lenartowicz (Bernard)
Reżyseria:
Arkadiusz Jakubik, Jerzy Gudejko
Scenografia:
Wojciech Stefaniak
Choreografia:
Krzysztof Adamski
Opracowanie muzyczne:
Genetix sound & Music design
Baczcie czasu hiobowego, baczcie czasu doświadczenia ...
http://www.voskresinnia.eu/752.html
...Muzyka
w spektaklu to przeniesienie cerkiewnych śpiewów chóralnych na scenę.
Aktorzy stanowią jak w dramacie antycznym chór, któremu przewodzi
Przewodnik Chóru, Miron Dacko, autor muzyki i dyrygent. Śpiewom
towarzyszy proste prymitywne gliniane i drewniane instrumentarium, a
także blacha imitująca burzę, drewniane młotki czy rura w której
przesypywany jest piasek.
Taka muzyka doskonale współgrała z
postaciami, chórem, który stanowił jakby orszak żebraków zaproszony do
domu przez szczodrego Hioba. Orszak ten staje się świadkiem dramatu
Hioba, utraty majątku i śmierci dzieci. Później przeistacza się w chór
płaczek, żałobników i w orszak odmieniony wiarą, który podaje receptę
na dalsze życie: "...wiarę umacniaj i kaj się, i tylko tak oczyścisz
duszę...". Muzykę wzmaga burza (arkusz blachy) i kurz spowodowany
gwałtownymi ruchami płócien.
To prymitywne instrumentarium w
połączeniu ze śpiewami wykonywanymi na głosy dały piorunujący efekt.
Widzowie podczas spektakli zasłuchani, siedzieli w fotelach. Kiedy już
minęły ostatnie sceny i ucichły brawa, nikt się nie ruszał.
Oczyszczające katharsis dokonało się. To niezwykle rzadki widok w
teatrach.
Na uwagę zasługują kostiumy i scenografia
przygotowane pod okiem Ali Fedoryszyny. Proste tkaniny, workowy
materiał powodował, że aktorzy grający w przedstawieniu stawali się
orszakiem żebraków, a gdy zmienili strój na czarne czy czerwone szmaty,
kostium stawał się częścią dramatycznej akcji dramatu, podkreślał grozę
mordów i gwałtów, dodawał ekspresji żałobnikom opłakującym synów i
córki Hioba. Scenografia to proste drabiny, które były gościnnym domem
Hioba ze stołem nakrytym białym obrusem, a potem odartym z bogactw
domostwem Hioba - żebraka. Stawały się także krzyżem, na którym zawisł
Mesjasz i grotą objawienia, w której pojawiła się postać przypominająca
Matkę Bożą.
Pozostałe sprzęty obecne na scenie to pień -
siedzisko, misa do kąpieli, dzban, kosze na jedzenie, również proste
dostosowane do scenografii i kostiumów. Całość wzbogacało światło. Nie
tylko reflektory, ale także maleńkie ogarki i duże ilości zapalonych
świec na finał - na "alleluja" w spektaklu. Światło takie współgrało z
twarzami postaci, właściwie jednolitymi jasnymi maskami. Jedynie Hiob
został wyróżniony złotym naznaczeniem na czole znamionującym jego
bogactwo i powodzenie, a później piętno cierpienia.
Wszystko to
w pewnym sensie podobne do teatru antycznego, ale również do tego co w
światowym teatrze proponowali Peter Brooke czy Jerzy Grotowski (jedna z
recenzji). Widz zetknął się z prostą materią teatru, z tym co go
najpełniej tworzy czyli z aktorem, ruchem, głosem, a nade wszystko
zbudowanymi prostymi i skromnymi środkami: nastrojami, napięciami
dramatycznymi i muzyką - tym co w spektaklu muzykę stanowiło.
Spektakl
podobał się publiczności; świadczą o tym i brawa na stojąco i to co się
rzadko w teatrach zdarza, że po umilknięciu braw widz długo jeszcze
przeżywa to co się zdarzyło na scenie. O znakomitym odbiorze spektaklu
świadczą także znakomite recenzje.
...Sobotę
z poezją w Częstochowie podsumował na scenie teatru spektakl "Hiob".
Przedstawienie według tekstu Karola Wojtyły, który powstał jako reakcja
na tragedię września 1939 roku, zaprezentował Teatr Woskresinnia ze
Lwowa. Spektakl miał wysmakowaną oprawę plastyczną i muzyczną, a został
zagrany po polsku i ukraińsku, co uatrakcyjniło sztukę i zostało
docenione przez publiczność.
Tadeusz Piersiak
(23-11-2003 GAZETA WYBORCZA)
"Hiob"
Teatru Voskresinnia ze Lwowa na IX Międzynarodowym Festiwalu Teatrów
Plenerowych i Ulicznych Feta w Gdańsku. Pisze (KAI) w portalu Telewizji
Polskiej. Sztukę "Hiob" na motywach dramatu Karola Wojtyły
zaprezentował w kościele św. Jana w Gdańsku lwowski teatr Woskresinnia.
Spektakl odbył się 10 lipca wieczorem w ramach IX Międzynarodowego
Festiwalu Teatrów Plenerowych i Ulicznych Feta. Karol Wojtyła napisał
sztukę w 1940 r. pod wpływem doświadczeń z września 1939 r.
-
Mądry spektakl z pięknym przesłaniem - mówi o "Hiobie" Elwira
Twardowska, dyrektor Fety - Pierwszy raz zobaczyłam go cztery lata
temu. Weszłam na chwilę i nie potrafiłam wyjść. Byłam jak w
zaczarowanym świecie. To piękny plastycznie spektakl, bardzo
wysmakowany. Wielką rolę odgrywa tu charakterystyczny, ukraiński śpiew
cerkiewny. Surowe mury świątyni nadały nowy, kolejny wyraz
przesłaniu widowiska. Główną ideą spektaklu, przygotowanego przez
Ukraińców, jest próba ukazania relacji między Bogiem a człowiekiem. Woskresinnia
przedstawia wizję początku świata i narodzin istoty ludzkiej.
Scenografia, plastyka świateł, dymy, a nade wszystko śpiewy cerkiewne
przenoszą w świat odległy i mistyczny, w którym jednak człowiek wciąż
pozostaje niezmienny w swej naturze.
Hiob Karola Wojtyły w Gdańsku" (KAI) www.tvp.pl/11.07.
Akcja filmu rozgrywa się w połowie XIX wieku. Ada jest niema i ma
córeczkę Florę. Przez zaaranżowane małżeństwo opuszcza Szkocję w
towarzystwie córki i ukochanego fortepianu. Życie w lasach Nowej
Zelandii to nie to co sobie wyobrażała...
Meksykańskie
kino i tym razem porusza. „Zona” to oddzielone od meksykańskiej biedoty
ekskluzywne osiedle. W pozornej ciszy i geometrycznie przyciętych
żywopłotach czai się jednak niepokojąca tajemnica.
W świat
dziwnej utopii wkrada się trzech rabusiów z pobliskich slumsów. Włamują
się do willi w La Zona, mordując jej właścicielkę. Wśród nich jest
młody Miguel (Alan Chàvez). Jako jedyny ucieka policji. Pozostali
napastnicy giną od strzałów. Miguel ukrywa się w podziemiach Zony.
Kiedy mieszkańcy dowiadują się, że jeden z oprawców przebywa na
wolności, sami wymierzają sprawiedliwość. Mit utopijnego świata
dzielnicy upada, odsłaniając przy tym najniższe instynkty
zamieszkujących tam ludzi. „La Zona” ma w sobie właściwy filmom
meksykańskim autentyzm, obecny szczególnie w postaci Miguela.
Akcja
toczy się szybko. Nie tracimy przy tym żadnego z wątków. Losy bohaterów
są nakreślone bardzo wyraźnie, lecz nie schematycznie. Mieszkańcy
slumsów są ludźmi z krwi i kości. Również dlatego tragiczna postać
Miguela i jego matki budzi tyle emocji.
13 maja Teatr im. Norwida zagra 200. spektakl "Testosteronu" [na zdjęciu] w reż. Małgorzaty Bogajewskiej.
Spektakl miał premierę 12 września 2003
roku. Wówczas w roli Stavrosa występował Tomasz Radecki. Po jego
odejściu z Teatru Jeleniogórskiego, rolę głowy rodziny spełnia Jacek
Paruszyński. Do zespołu dołączył też Jakub Giel, który wraz z Marcinem
Tomczakiem grają Pana Młodego Kornela.
200 przedstawień zagrano głównie na
Scenie Studyjnej, "Testosteron" oglądała także publiczność w Zielonej
Górze, Bolesławcu, Polkowicach, Nowej Hucie i Krakowie. 200
przedstawień obejrzało blisko 17 tysięcy widzów, a wpływy z biletów
wyniosły 294 tys. zł.